Władze Nowej Dęby rozwiązały już umowę z inspektorem nadzoru, który pracował przy rewitalizacji zalewu. W sytuacji gdyby wystąpiły jakieś problemy związane z unijnym dofinansowaniem tej inwestycji, to gmina gotowa jest wystąpić na drogę cywilną o odszkodowanie. Decyzja czy wykonawca poniesie jakieś konsekwencje jeszcze nie zapadła.
Zygmunt Żołądź odpiera zarzuty, podkreślając, że władze gminy nie mogą formułować przedwczesnych sądów, jeżeli nie mają na nie dowodów na piśmie:
Opozycyjny radny Marek Ostapko podkreśla, że wielokrotnie informował władze gminy o nieprawidłowościach na inwestycji, jednak jego uwagi nie były brane poważnie:
Poświadczenie nieprawdy w dokumentach zarzucają wykonawcy rewitalizacji zalewu oraz pracującemu przy inwestycji inspektorowi nadzoru budowlanego władze gminy Nowa Dęba, i składają zawiadomienie do prokuratury.
Decyzja o podjęciu kroków prawnych zapadła jak mówi wiceburmistrz Zygmunt Żołądź po tym, gdy wyszło na jaw, że materiał użyty do budowy ścieżki rekreacyjnej, nie jest tym, który widnieje w oficjalnej dokumentacji. Wykonawca miał ją zrobić z Plazuduru, a zamiast tego użył innego materiału, przez co po opadach deszczu ścieżka zamienia się w błoto.
Pierwsze sygnały o nieprawidłowościach na budowie pojawiły się w zeszłym roku podczas pierwszej odbiorów prac dodaje wiceburmistrz. Jednak panująca wówczas ujemna temperatura nie pozwoliła na stuprocentowe rozstrzygnięcie podejrzeń. Zarówno wykonawca jak inspektor nadzoru zapewniali, że nawierzchnia musi się po prostu zagęścić:








