Ostatecznie radni zagłosowali przeciw uchwale uznając, że jest niedopracowana i wymaga głębszych analiz. A projekt takiej uchwały powstał na wniosek ZMKS, który chciał w ten sposób ograniczyć nieuczciwą konkurencję. A ta polega między innymi na tym, że zewnętrzni przewoźnicy podjeżdżają na przystanki tuż przed kursem MKS-u i proponując niższe ceny za przejazd podbierają mu w ten sposób pasażerów.
(Marta Górecka)
Sęk jednak w tym, że sprawa rzeszowska nie skończyła się na WSA i trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego, a więc nie wiadomo czym się skończy. Co więcej w innych województwach już na poziomie wojewody tego typu uchwały opiniowane były negatywnie. Niełatwo też uzyskać informację, który z przewoźników ma aktualne pozwolenia przewozowe, na co zwróciła uwagę radna Joanna Grobel-Proszowska
Zresztą z podobnym problemem boryka się Rzeszów, który ograniczył przewoźnikom dostępność do mniejszej liczby przystanków niż w Stalowej Woli a przewoźnicy to zaskarżyli i wprawdzie Wojewódzki Sąd Administracyjny zdecydował, że operator miejski z uwagi na ponoszone większe koszty za świadczenie usług na rzecz mieszkańców miasta ma większe przywileje. Jednak jeśli przewoźnik ma pozwolenie przewozowe do 2016 roku, to taki zakaz jest odebraniem praw nabytych. Mówi radny Lucjusz Nadbereżny
Radni miejscy w Stalowej Woli nie zgodzili się na proponowane ograniczenie dostępu do przystanków komunikacji miejskiej przewoźnikom innym niż Zakład Miejskiej Komunikacji Samochodowej. A chodziło o znaczne ograniczenie, bo ze 116 przystanków udostępnionych innym operatorom miało być zaledwie 40. Według projektu uchwały przewoźnicy mogliby korzystać z przystanków na obrzeżach miasta. Część radnych zwróciła uwagę, że ograniczenie dostępności przystanków tylko do obrzeży miasta najbardziej uderzy w mieszańców korzystających z takiej komunikacji i mających przesiadki w centrum Stalowej Woli. Mówił o tym na sesji między innymi radny Jan Sibiga








